Smak morza zamknięty w małej pigułce. Podwodne ferrero rocher, które zamiast orzeszka skrywa w sobie delikatną ikrę. Esencja smaku i konsystencji, „must have” niejednego smakosza. Wiecie już o czym mowa?

W mocno zasolonych morskich wodach zobaczyć można czasem kolczaste kule, wolno przesuwające się po dnie. To jeżowce, utrapienie plażowiczów…. I rzadki przysmak!
Tylko niektóre spośród tysięcy gatunków jeżowców są jadalne, wśród pozostałych wiele jest gatunków jadowitych, których połów może zaowocować bolesnym zranieniem, a skosztowanie mięsa – co najmniej niestrawnością. W wielu regionach świata bywają jednak traktowane jako poszukiwany smakołyk lub przyprawa.
Kontrast barwnego wnętrza i kolczastej skorupy sprawia, że świetnie nadają się do dekoracji półmisków. Do jedzenia nie nadaje się całe ciało jeżowca, a tylko jego organy płciowe i ikra.
Trudno uznać za niespodziankę fakt, że za jeżowcami przepadają mieszkańcy Chin i Japonii. Ci ostatni sprowadzają transporty morskich jeży z Korei, wybrzeży USA i innych krajów. Jaskrawopomarańczowa, efektowna ikra jeżowca wykorzystywana jest między innymi jako składnik sushi i sashimi. Ikrę jeżowców od stuleci jadali także Maorysi i Innuici, rybacy z Indii. Na chłodnych, położonych daleko na północy Orkadach tłusta masa jaj jeżowca zastępowała masło.
Mieszkańcy wybrzeży Chile jadają jeżowce głównie z dodatkiem oliwy, cebuli i soku z cytryny. Ten egzotyczny składnik pojawia się w wielu przepisach kuchni rejonu Morza Śródziemnego, szczególnie Grecji. Jeżowce używane bywają tu do wzbogacenia smaku i zapachu omletów, zup rybnych, potraw z owoców morza. Podobne zastosowanie znajdują w kuchni włoskiej.

/Lena